niedziela, 28 lutego 2016

Rozdział 6

Kłopoty

Naruto biegł jak najszybciej mógł w stronę swojego mieszkania. Wiedział, że musi się tam pojawić przed potencjalnymi gapiami, którzy na pewno tam będą.
-Cholera co się tam mogło stać?- pomyślał blondyn. Zauważył już budynek, w którym mieszka. Gdy dotarł pod same drzwi, które zastał otwarte na oścież (kompletnie nie wiedziałem jak to się pisze). Wszedł powoli do mieszkania i momentalnie doskoczyła do niego jakaś postać i złapała go za poły jego bluzy podnosząc lekko do góry i dosłownie wywlokła go na korytarz.
-Co ty najlepszego planujesz Naruto?
-O co ci chodzi?!
-Nie rób ze mnie debila! W twoim mieszkaniu był Itachi Uchiha! Jest wrogiem Wioski Liścia, poszukiwanym przez oddziały ANBU! Więc co on robił w twoim domu?!- Sasuke był wściekły. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Na pewno widział tam swojego brata, który po prostu zniknął. Nie mogło mu się to przewidzieć.
-Puść mnie idioto. Ludzie się gapią- bruneta obudziły te słowa. Rozejrzał się po twarzach okolicznych ludzi. Puścił Naruto i udał się do jego mieszkania.
-Jazda stąd ludzie- krzyknął blondyn i udał się za Sasuke zamykając za sobą drzwi. Wiedział, że musi jakoś wyjść z opresji. Jeśli się pomyli prawdopodobnie Sasuke go zaatakuje. Naruto szedł cały czas za brunetem i zatrzymał się razem z nim w pokoju, gdzie przed chwilą Sasuke widział Itachiego.
-No więc teraz sobie porozmawiamy- powiedział Uchiha z uśmieszkiem na twarzy i ogłuszył blondyna ciosem w potylice.


Hinata siedziała w swoim pokoju czytając książkę. Nie widziała Naruto od spotkania na cmentarzu Kabuto. Ta sprawa nie dawała jej spokoju. Pamiętałal blondyn ją ogłuszył. Pamiętała również jak obudziła się po tym incydencie.
 Retrospekcja
Hinata obudziła się w swoim łóżku. Z niewiadomych powodów bolała ją głowa. Pamiętała jednak, że nie piła za dużo. Nagle przypomniała sobie akcje z cmentarza. Złapała się za tył głowy.
-Ała!- syknęła i poczuła na karku bolesnego siniaka. Uświadomiła sobie właśnie, że to blondyn ją prawdopodobnie ogłuszył. Ale jak znalazła się w swoim domu? Wyszła z lekkim niezadowoleniem spod ciepłej kołdry i udała się na dół aby dowiedzieć nieco o jej powrocie do domu. Już schodząc na dół po schodach usłyszała w kuchni gadającą jak najętą jej siostrę Hanabi oraz krótko odpowiadającego jej Nejiego. Słyszała po tonie jej kuzyna, że ten jest wyraźnie zirytowany obecnością Hanabi, ale nic nie mówił. Nie mógł by się tak odezwać do córki przywódcy klanu Hyuuga. Hinata weszła do kuchni z uśmiechem na twarzy. Neji widząc ją wstał.
-Hinata-sama. Jak się czujesz? Może jesteś głodna albo chce ci się pić?
-Nie dziękuje Neji-niisan. Mam dosyć dziwne pytanie. Możesz mi powiedzieć jak się znalazłam w domu?- mówiąc to Hinata miała lekko zaczerwienioną twarz- niespodziewanie Hanabi zaśmiała się i odpowiedziała:
-Przyniósł Cię na rękach blond przystojniaczek- mówiła to z szerokim uśmiechem na twarzy. Hinata słysząc to padła z zażenowaniem na pobliskie krzesło.
-Naprawdę przyniósł mnie na rękach?
-Tak!- krzyknęła Hanabi i zaczęła się śmiać.
-Hinata-sama następnym razem uważaj z alkoholem- powiedział jej jak zwykle poważny Neji.
-Tak, następnym razem będę bardziej ostrożna. Myślę, że wrócę do łóżka- powiedziała Hinata i wstała z krzesła udając się schodami do góry to jej pokoju.Gdy już do niego weszła, położyła się na łóżku. Jednak zaraz usłyszała pukanie do drzwi.
-Proszę- rzuciła nie ruszając się z miejsca. Osobą, którą zobaczyła w drzwiach był jej kuzyn.
-Przepraszam, że przeszkadzam panienko, ale chciałem porozmawiać- Hinata zdziwiła się. Jej kuzyn był ostatnią osobą od której spodziewała się usłyszeć takie słowa. Granatowo-włosa usiadła po turecku na swoim łóżku.
-Więc o czym chcesz porozmawiać?
-Powiem wprost. Uważaj na Naruto. Jak wnosiłem cię do twojego pokoju zobaczyłem, że masz guza na karku. Wiedziałem, że on cię prawdopodobnie ogłuszył i tylko wymyślił sobie tą historyjkę z alkoholem. Poza tym pamiętaj o wydarzeniach z gabinetu Hokage zaraz po jego przybyciu. On jest niebezpieczny panienko. Proszę cię. Bądź ostrożna. Nawet nie chce się domyślać dlaczego cię ogłuszył. Mógł to zrobić żeby cie wykorzystać albo...
-Przestań Neji! Proszę cię przestań.- Hinata powiedziała to może zbyt agresywnie, ale nie mogła nad sobą zapanować. Chłopak momentalnie przestał mówić.
-Mówię to tylko dlatego, że się o ciebie martwię Hinata-sama.
-Wiem, że robisz to dla mnie. Ale ja znam Naruto. Wiem, że nic by mi nie zrobił. Dzięki za troskę- powiedziała to już z uśmiechem na twarzy. Neji wstał i wychodząc z pokoju rzucił szybkie dobranoc do Hinaty i zniknął za drzwiami pokoju.

Wspomnienia wczorajszego incydentu wciąż nie dawały jej spokoju. Po przemyśleniu sobie wszystkiego zdecydowała, że pójdzie do blondyna o porozmawia z nim o tym. Teraz tylko musi zastanowić się nad tym kiedy do niego ,,wpaść,,. Najodpowiedniejszą chwilą będzie jutrzejsze południe.
-Tak więc postanowione. Jutro pójdę do niego pod jakimś pretekstem i porozmawiam z nim o tym- powiedziała sama do siebie dziewczyna. Zadowolona z siebie Hinata przykryła się kołdrą i prawie od razu zasnęła.

Naruto otworzył powoli oczy. Tył jego głowy płoną. Czuł jakby ktoś wwiercał mu się w głowę. Wiedział, że na czymś siedzi. Chciał wstać. Nie mógł. Dopiero teraz poczuł, że jest przywiązany to jakiegoś krzesła. Jakiś sznur ciasno opinał jego nogi oraz nadgarstki. Mimo tego, że otworzył oczy nic nie widział. Prawdopodobnie został ogłuszony przez Sasuke, następnie teleportowany do jakiejś piwnicy i przywiązany do krzesła. Sznury wzmocnione chakrą. Mimo to blondyn uśmiechnął się do siebie. Nagle usłyszał kroki odbijające się echem po ścianach korytarza, który prawdopodobnie znajdował się przed nim. Skrzeczące drzwi, do jak się okazało jego celi, otworzyły, a w nich stanął Sasuke oraz jak zgadywał Naruto, Tsunade wraz z obstawą złożoną z czterech ANBU. Jeden z nich podstawił krzesło, na którym usiadła Hokage. Tuż za nią stał Uchiha z obojętną miną. Naruto jednak wiedział, że to tylko pozory. W środku Sasuke prawdopodobnie cieszył się jak dziecko. Kobieta długo wpatrywała się w blondyna. W końcu przerwała panującą w pomieszczeniu ciszę
-Uzumaki Naruto. Przebywasz teraz w sali przesłuchań. Jesteś oskarżony przez najsilniejszego Shinobi Konohy, Sasuke Uchiha o zdradę kraju Ognia. Według zeznań dopuściłeś się spiskowania z wrogiem Ukrytej Wioski Liścia, Itachim Uchiha. Czy to prawda?- Naruto zaśmiał się, krótko po czym wpuścił do specjalnych lin więcej swojej chakry w wyniku czego te pękły zamieniając się w postrzępione kawałki porozrzucane po całej sali.
-Teraz możemy sobie porozmawiać jak normalni ludzie czyż nie Tsunade?- wszyscy poza uśmiechającym się blondynem byli zdziwieni jak lina, która miała uniemożliwiać używanie chakry tak po prostu sobie pękła. Członkowie ANBU już mieli iść i obezwładnić Uzumakiego, ale Hokage powstrzymała ich skinieniem ręki.
-No więc Naruto. Przyznajesz się to tego?
-Nie. Jeśli nawet jakimś cudem Itachi Uchiha miałby być w tym czasie w moim domu, w co oczywiście wątpię, to przecież mnie tam z nim nie było. Więc jakim cudem mogłem zostać osądzony o spiskowanie?- mówiąc to uśmiech nie schodził z twarzy blondyna. Widział też jak wyraz twarzy Sasuke się zmienia. Z spokojnej powierzchniowej maski do wyraźnej wściekłości.
-Myślisz, że taka wymówka cię obroni?- wtrącił się Uchiha.
-Jeśli to nie wystarczy mam świadków, że jak byłem w mieszkaniu to nie było tam żadnego Itachiego Uchihy- Naruto już ustalił sobie plan działania. Wiedział już jak wybrnąć z tej sytuacji bez szwanku.
-Kto to jest?- zapytała Tsunade.
-Moi ,,podopieczni,, Junko Gensai oraz Ryu Enoki. Byli dzisiaj ze mną prawie cały dzień.
-Sprowadźcie mi tu te dzieciaki!- krzyknęła Hokage, a dwóch z jej obstawy zniknęło w chmurze dymu. Po jakimś czasie, który dla Naruto wlókł się niemiłosiernie, w sali pojawiły się cztery osoby: dwóch ANBU oraz Ryu i Junko. Obydwoje byli w piżamach. Prawdopodobnie wyrwani z rozkosznego snu. Kiedy chłopak był tylko lekko zdenerwowany tak o dziewczynce nie można było powiedzieć tego samego. Była wprost przerażona. Ciszę przerwała znów Tsunade.
-Ryu Enoki oraz Junko Gensai zgadza się?- genini jak na komendę skinęli głowami w geście potwierdzenia- Mam do was tylko jedno pytanie. Jak wczoraj przebywaliście w mieszkaniu Uzumakiego to czy był tam ktoś jeszcze?- Naruto zmierzył wzrokiem chłopca.
-Byliśmy tam we trójkę Hokage-sama. Później przyszła jeszcze pani Haruno ze zwojami dla Junko- powiedział Ryu, który komunikował się wzrokiem z jego mistrzem.
-A ty Junko chciałabyś coś dodać?- powiedziała Tsunade.
Gdy tylko padło imię Junko dziewczyna, zaczęła trząść się jeszcze bardziej, ale walczyła ze sobą i nie rozpłakała się- Nie Hokage-sama. Było tak jak powiedział Ryu.
-Dobrze. Przepraszam was, że wyrwałam was z domów. Możecie już wracać do siebie- Tu Hokage popatrzyła na dwóch strażników, którzy zabrali ze sobą geninów i wyszli z sali przesłuchań
-No więc Tsunade. Jaki jest wyrok-powiedział Naruto tym razem już ze swoją ,,lodową maską,, na twarzy.
-Przez brak dowodów jesteś uniewinniony. Jednak jeśli jeszcze raz ktoś mi doniesie, że kontaktujesz się z ludźmi takimi jak Itachi to będziesz miał kłopoty i wątpię czy ktokolwiek będzie mógł ci wtedy pomóc- powiedziawszy to kobieta wyszła z sali, a za nią pozostali ANBU zostawiając Naruto i Sasuke sam na sam.
-No wiec Sasuke. Nic nie powiesz? Powinieneś mnie przeprosić za ten ,,donos,, oraz za wtargnięcie to mojego mieszkania- Naruto był w siódmym niebie mówiąc to.
-Hokage może omamisz, ale nie mnie. Wiem co widziałem. Kolejnym razem nie będę taki łaskawy i od razu cię zabije- powiedział Sasuke i również opuścił sale przesłuchań, w której pozostał już tylko sam blondyn.
-Jakbyś dał radę- wyszeptał sam do siebie Naruto znikając w kłębie dymu.


Naruto właśnie jadł śniadanie, jeśli można tak nazwać przeterminowany Ramen z Kubka. Okazało się, że zostawione wczoraj w pośpiechu zakupy ktoś sobie przywłaszczył, a z powodu braku pieniędzy nie stać go było na nowe zapasy żywności. Wiedział, że prawdopodobnie niedługo pojawią się u niego jego ,,koledzy z drużyny,, . I tak jak się spodziewał, zaraz w mieszkaniu można usłyszeć było dzwonek do drzwi. Szybko kończąc posiłek poszedł otworzyć drzwi. Zastał w nich nie kogo innego jak Ryu, który zaraz po otworzeniu wszedł sobie do mieszkania oraz Junko obłożoną zwojami kłaniającą się u zwracając się do blondyna per mistrzu . Po wejściu do głównego pokoju zastała dosyć krępująca cisza, którą przerwał Ryu.
-Dziadku o co chodziło z twoim wczorajszym przesłuchaniem?
-Oskarżono mnie o zdradę kraju- powiedział spokojnym tonem Naruto
-A zrobiłeś to Naruto-sensei?- od razu zapytała z zaciekawieniem Junko.
Naruto zmierzył dwójkę wzrokiem i powiedział krótko
-Nie
-Jeśli nie, to nie ma co drążyć tematu Junko- powiedział brunet do koleżanki, która już miała zadac kolejne pytanie. Ryu wiedział, że Naruto i tak nic im by nie powiedział.
-Dobra jesteśmy tutaj aby przygotować was do egzaminu. Junko przeczytałaś to o co cię prosiłem?
-Naprawdę się starałam Naruto-sensei ale nie dałam rady- powiedziała z zawiedzioną miną dziewczynka.
-Może i to nawet lepiej. Więc teraz bierz te wszystkie zwoje i idziemy na pole treningowe.
-Tak jest!- krzyknęła dziewczynka i zaczęła się pakować. Ryu przyjął to jak zwykle bez komentarza.

Cała trójka znajdowała się już na polu treningowym. Junko leżała w cieniu drzewa i z wyraźnym znużeniem czytała zwoje. Tymczasem Naruto wraz z Ryu stali na środku wydeptanego pola treningowego.
-Ćwiczyłeś to o co cię prosiłem?- zapytał Naruto.
-Tak- odrzucił Ryu
-Więc pokaż- Ryu zaczął raz za razem składać sekwencję znanych mu pieczęci.
-Widać, że ćwiczyłeś. Rozumiem, że twoim żywiołem jest ogień?
-Nie wiem nigdy nie sprawdzałem. Po prostu nauczyłem się tej techniki.
-Junko chodź tutaj!- krzyknął Naruto, a zaraz obok niego pojawiła się dziewczynka.
Blondyn wyciągnął z kieszeni małe prostokątne karteczki i wręczył każdemu z nich po jednej.
-Teraz prześlijcie chakre to karteczek- Jak Ryu zrobił to bez problemu i jego karteczka spłonęła, tak Junko dopiero po kilku próbach się udało, a jej karteczka została przecięta na dwie części.
-No więc Junko ma wrodzony żywioł wiatru, a ty Ryu masz wrodzony żywioł ognia. Dobra więc Junko ciebie odsyłam do czytania.
-Ale Naruto-sensei co to znaczy, że mam żywioł wiatru?
-To znaczy, że od jutro poza medic jutsu będziesz się uczyć jutsu z wachlarza Futon- powiedział Naruto z uśmiechem na twarzy do dziewczynki, która z niedowierzaniem wróciła do nauki ze zwojów.
-Dobra Ryu. Ciebie chce nauczyć pewnej techniki, którą prawdopodobnie wygrasz każdą walkę na tym poziomie- Ryu lekko się zaciekawił i ucieszył, ale nie dał tego po sobie poznać.
-No więc zaczynamy trening!- krzyknął blondyn płosząc pobliskie ptaki.









I jest w końcu 6 rozdział. Teraz postaram się, żeby rozdziały były dłuższe oraz wychodziły regularnie czyli gdzieś tak co niedziele. No więc zapraszam to czytania oraz komentowania :)

czwartek, 25 lutego 2016

Ogłoszenia



Z różnych powodów nowy rozdział pojawi się dopiero w niedziele, za co chciałem przeprosić. Poza tym chciałem podziękować wszystkim czytelnikom za ponad 2000 tyś. wyświetleń. Szczególnie chciałbym podziękować użytkownikom: Upośledzona Foka, kasia Katana, Brutal, Kiyoko, Kitsune21, Naruto Kitsune, Aaron Biały oraz Kawa za komentowanie i wspieranie mojej pracy. Więc do zobaczenia w niedziele :)

wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział 5

Drużyna 3 przygotowuje się do egzaminu


Neji siedział w kuchni spokojnie czytając gazetę. Towarzyszyła mu wiecznie rozgadana Hanabi, siostra Hinaty.
-Chłopie byłam już na skraju wyczerpania, ale znalazłam w kieszeni pigułkę wzmacniającą. Ja to jestem szczęściara. No więc biorę tą pigułkę o od razu aktywuje Byakugana. Zaatakowali mnie od dwóch stron i wtedy...- nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, który brunet przywitał z ulgą ponieważ monolog Hanabi powoli go denerwował. Hyuuga już wstał żeby otworzyć, jednak wyprzedziła go jego kuzynka, która jak strzała pomknęła w stronę drzwi. Użytkowniczka Byakugana już stała pod drzwiami, a za nią stał Neji. Dziewczyna otworzyła drzwi, a tam zobaczyła dosyć ciekawy widok. A mianowicie jakiegoś wysokiego blondyna, który na barku niósł jej nieprzytomną siostrę.
-Siema Neji. Przyniosłem twoją kuzynkę- powiedział blondyn i dosłownie rzucił Hinatą w bruneta, który ledwo co ją złapał. Hanabi ze zdziwieniem przyglądała się przybyszowi.
-Oszalałeś Naruto! Coś mogło się jej stać! W ogóle dlaczego Hinata jest nieprzytomna?
-Trochę przesadziła z alkoholem. Szedłem spokojnie do domu, a ona mnie dogoniła i zaprosiła do innego baru. A tam wypiła trochę za dużo. Ja już będę szedł. Siemka- powiedział Naruto, po czym obrócił się i poszedł w sobie tylko znanym kierunku.

-Dziś jest dla was bardzo ważny dzień. Zostaniecie podzieleni na grupy, do których będziecie należeć aż do końca egzaminu. Pamiętajcie, że najważniejsza jest współpraca. Macie dokładnie miesiąc czasu na wspólny trening oraz przygotowanie się do egzaminu.- Naruto musiał wglądać dosyć komicznie gdy tak stał w rzędzie z jakimiś dzieciakami. Wszyscy się na niego patrzyli i zadawali sobie pytania co on tam robi?
-Teraz powiem wam kto będzie w jakiej grupie oraz kto będzie was trenował. Po wyczytaniu danej grupy, uda się ona na swoje pole treningowe. Drużyna pierwsza: Urako Ikeda, Megumi Kato oraz Tetsui Genda. Będziecie trenowani przez Nejiego Hyyuga. Drużyna druga: Motoki Aizawa, Maki Kihara i Shozo Hida. Będzie was trenował Asuma Sarutobi. Drużyna trzecia: Junko Gensai, Ryu Enoki oraz Naruto Uzumaki. Naruto jest zobowiązany sam przygotować swoją drużynę do egzaminu. Z tego powodu drużyna trzecia nie ma oficjalnie trenera.
-Jak pięknie- pomyślał blondyn. Wyszedł z szeregu, a za nim rudo włosa dziewczynka oraz brązowo włosy chłopak. Całą drogę na pole treningowe nie zamienili ze sobą ani jednego słowa.

Cała trójka siedziała po turecku na jednym z pól treningowych.
-Zacznijmy od tego, że nie mam najmniejszej ochoty z wami trenować. To ta cholerna Tsunade mnie tak urządziła. No ale trudno. Zacznijmy może od opowiedzenia o sobie. Ty zacznij- tu blondyn wskazał na dziewczynkę.
-No więc nazywam się Junko Gensai. Byłam jedną z najgorszych uczennic w akademii- to mówiąc prawie płakała- Największe problemy mam  kontrolą chakry.
-A ja nie mam zamiaru się tobie spowiadać. Ten egzamin to była dla mnie szansa, żeby szybciej uzyskać wyższą rangę, a będzie mnie szkolił jakiś idiota, który jest tak stary, a jest nadal geninem!- wykrzyczał Ryu.
-Więc uważasz, że jestem idiotą? Więc co powiecie na sparing? Wasza dwójka na mnie?
-Mogę nawet teraz i bez tej porażki życiowej o imieniu Junko.
-Twój wybór. A mogła by ci pomóc- blondyn popatrzył na płaczącą dziewczynkę- wstawaj i idź pod tamto drzewo. Twój kolega będzie miał więcej miejsca- Junko odwróciła się i poszła w kierunku wskazanym przez Naruto- Pamiętaj, że jak skończę z tym gówniarzem z tobą też walczę.
-Zamknij się dziadku! Zobaczymy kto z kim skończy!- krzyknął brunet i zaczął składać pieczęcie.
-Katon: Gyokayku no Jutsu- ognista kula poleciała w stronę blondyna, który zniknął.
-Czyli umiesz techniki z wachlarzu Katon. Jednak nieumiejętnie jej używasz. 
Ryu skamieniał. Za jego plecami stał Naruto i spokojnie z nim rozmawiał.
-Dobra skończmy tą walkę- blondyn podbiegł do przeciwnika i ogłuszył go ciosem w tył głowy.
Ryu upadł na ziemie.
-Dobra choć tutaj Junko- dziewczynka przeraziła się. Ryu był najlepszym studentem akademii. Mówiono o nim jak o geniuszu. A tutaj padł od jednego uderzenia innego genina.
-Zgaduje, że nie chcesz walczyć?
-Nie chce- powiedziała ze łzami w oczach.
-Więc chodźmy do Hokage.
-Po co mamy iść do Tsunade-sama?
-Przekonasz się na miejscu.
-A co z Ryu?
-Niech tutaj poleży i ochłonie. Przyda mu się to.

Tsunade powoli nie wyrabiała z robotą. Egzaminy na Chunina tylko pogarszały sprawę. Monotonny odgłos skrobania piórem o pergamin przerwało pukanie do drzwi.
 -Wejść!- krzyknęła Tsunade. Drzwi otworzyły się, a przez nie weszła jakaś dziewczynka prowadzona przez Naruto.
-Do cholery Naruto, nie możesz sobie tutaj przychodzić kiedy chcesz! I jeszcze przyprowadzasz mi tu jakieś dzieciaki.
-Spokojnie Tsunade. Potrzebne mi są zwoje z podstawami medycznego ninjutsu. Ja to mam szczęście bo to właśnie mi przydzieliłaś taki talent- tu rękami wskazał na dziewczynkę, która była naprawdę zdenerwowana.
-Naruto. Wiesz, że medyczne techniki wymagają perfekcyjnej kontroli nad chakrą, a świeżo upieczona geninka nie może temu podołać. Poza tym i tak nie miałby kto jej szkolić.
-Ja ją będę szkolił, tylko potrzebuje dla niej materiałów uzupełniających.
-Dobra przyśle do twojego mieszkania Sakure, która przyniesie ci te zwoje, a teraz jazda mi stąd bo nie mam czasu na plotkowanie z tobą.
-Tak Tsunade-sama- powiedział i wyszedł dosłownie ciągnąć zszokowaną dziewczynkę za sobą.
-Ten cholerny dzieciak nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać- pomyślała Tsunade, po czym uśmiechnęła się sama do siebie i niechętnie wróciła do swoich obowiązków.

Naruto miał niewiele rzeczy w swoim życiu, które by sobie cenił. A były je dokładnie trzy. Dwie z nich, trzymał w sekrecie przed światem. A zagadkowa trzecia z nich stała na półce w jego mieszkaniu. Było to oprawione w ładnie zdobioną, drewnianą ramkę zdjęcie przedstawiające cztery osoby. A dokładnie Jirayie, Minato Namikaze, Kushine Uzumaki oraz Naruto jeszcze jako niemowlę.
Jedyna pamiątka po zmarłych rodzicach oraz jego mistrzu.
-Ale małe to mieszkanie. Ty to musisz być biedny. I ja mam się u ciebie szkolić?
-A mi się tutaj podoba, jest całkiem przytulnie. Mieszka tu ktoś jeszcze?
-Nie, mieszkam sam.
-Po co ci zdjęcie czwartego Hokage i Lorda Jirayi w pokoju? Nie mów, że chcesz być tacy jak oni?
-A co Ci się w nich nie podoba?
-Chodzi mi o to, że nigdy im nie dorównasz, jak nadal jesteś geninem- powiedział szyderczo Ryu i ,,przypadkiem,, strącił zdjęcie.
Naruto wiedział, że ten chce go wyprowadzić z równowagi, ale wiedział też, że właśnie mu się to udało. Jak zwykle w takich sytuacjach, stracił resztki zdrowego rozsądku i użył mocy demona. Zza pleców blondyna wystrzelił rudy, włochaty ogon łapiąc zdjęcie tuż nad ziemią i odkładając je na miejsce. Chłopak i dziewczyna z wyraźnym niedowierzaniem w oczach patrzyli na blondyna, który już bez ogona podszedł do chłopaka i złapał go za szyje podnosząc go przy okazji do góry.
-Jeszcze raz dotknij to zdjęcie to zginiesz. Rozumiemy się?- chłopak z przerażeniem kiwną jedynie głową, że się zgadza.
-No więc przejdźmy do ciebie Junko- powiedział już spokojniej blondyn puszczając bruneta i odwracając się do dziewczyny. Wojownik do z ciebie nie będzie, ale widzę cię jako medic ninje.
Dziewczynka nic nie odpowiedziała tylko wpatrywała się w Ryu leżącego na ziemi, ciężko oddychając.
-Naruto-san co to był za ogon?
-Powiedzmy, że...- wypowiedź blondyna przerwał dzwonek do drzwi. Naruto podszedł do drzwi i otworzył je.
-Witaj Naruto- powiedziała Sakura
-Wchodź- rzucił tylko Naruto i wszedł w głąb mieszkania, a za nim podążała różowo włosa.
-Pozwól, że cię przedstawie. Junko i ty Ryu, to jest Sakura.
Genini rzucili szybkie Cześć i zaczęli wpatrywać się w podłogę.
-No więc Naruto, mam dla ciebie zwoje, o które prosiłeś. Dziwi mnie to, że chcesz się uczyć takiego rodzaju jutsu.
-Ja już je umiem. Junko się będzie ich uczyć.
Sakura z niedowierzaniem wpatrywała się w blondyna aby zaraz wybuchnąć śmiechem.
-Chyba żartujesz! Najgorsza uczennica w akademii ma w miesiąc nauczyć się medycznego ninjutsu. Śmiechu warte.
-Widzisz Sakura, ja nie patrze na wyniki w akademii. Nie wiem czy pamiętasz, ale ja też byłem najgorszy z całego rocznika. Jak chcesz możemy się założyć, że w miesiąc ona będzie lepszym medykiem niż ty teraz- powiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy.
Junko przysłuchiwała całej rozmowie, a gdy usłyszała o zakładzie zamurowało ją.
-Zrozum geniuszu, że medyczne ninjutsu jest w pewnym sensie umiejętnością wybrańców bo bez perfekcyjnej kontroli chakry... -Naruto po usłyszeniu słowa ,,wybrańców,, nie wytrzymał.
-Wynoś się stąd dziwko- powiedział blondyn i dosłownie zamroził dziewczynę wzrokiem.
Sakura zarumieniła się i już chciała uderzyć blondyna gdy przypomniała sobie wydarzenia z gabinetu Hokage gdy Naruto wrócił.
-Na twoim miejscu uważałabym na słownictwo- powiedziała i wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami.
-No więc zaczynajmy naukę Junko. Pamiętaj, że...
-Naruto! Jestem głodny! Masz coś do jedzenia!?
Po tych słowach w mieszkaniu zapadła cisza.
-Nie mówiłeś czasami, że mieszkasz sam?
-Zaraz wracam- powiedział blondyn poszedł do zamkniętej dotychczas sypialni. Blondyn zamknął za sobą drzwi i założył pieczęcie, aby nikt nie mógł podsłuchać rozmowy miedzy nim, a ciemnowłosym mężczyzną leżącym na łóżku
-Czy ty naprawdę jesteś taki głupi? Przecież wiesz, że nie byłem tam sam!?
-Ale, ja umieram z głodu. Przedstaw mnie za swojego kuzyna i tyle. Ja wiem jedno. Muszę coś zjeść.
-Dobra jak mam cię nazywać?
-Zmienimy tylko nazwisko i będzie dobrze.
-Dobra choć za mną.
Ryu i Junko usłyszeli kroki dobiegające z pokoju więc jak najszybciej odskoczyli od drzwi i pobiegli na palcach do salonu. Zaraz wszedł tam również Naruto, a za nim jakiś ciemnowłosy mężczyzna.
-No więc to jest mój kuzyn Itachi eeee Uchida.
-Cześć powiedział Itachi z uśmiechem na twarzy i od razu skierował się w stronę lodówki.
-Na dzisiaj koniec. Ty Junko masz do jutro przeczytać te wszystkie zwoje. A ty Ryu masz trenować szybkość składania pieczęci. A teraz wyjazd z mojego mieszkania. Dziewczynka pożegnała się i wyszła , za nią z oburzoną miną wyszedł Ryu. Naruto odprowadził geninów do drzwi po czym zamknął je od środka, aby zaraz skierować się do kuchni. Zastał tam pałaszującego już resztki z obiadu , który miał zjeść sam. Blondyn ze zrezygnowaną miną przysiadł się do stołu.
-Najadłeś się?
-Nie. Jakbyś nie jadł od tygodnia to byś mnie zrozumiał. Dowiedziałeś się czegoś?
-Jest tak jak podejrzewaliśmy. Twój brat wkupił się w łaski Hokage i prawdopodobnie chce przejąć stołek po Tsunade. Od mojego przyjazdu robi wszystko żeby postawić mnie w jak najgorszym świetle.
-Cholerny Sasuke. Wiesz kto mu pomaga?
-Prawdopodobnie Orochimaru oraz ktoś potężniejszy. Nie wiem jednak kto.
-Czyli to, że mój braciszek zabił Orochimaru to jednak blef?
-Dzięki informacji od Kabuto można powiedzieć, że tak.
-Ktoś potężniejszy nie brzmi zbyt dobrze. Ilu już uzbierałeś?
-Jak do teraz mam wszystkich członków Akatsuki, czterech Hokage, Obito, Madarę no i Jirayie.
-Wydaję się, że sami potężni shinobi.
-Jednak nie wiemy kto jeszcze stoi za plecami Sasuke.
-A tak poza tym, po co tak szkolisz te dzieciaki?
-Tsunade postawiła warunek, że jeśli któreś z nich nie zda, nie zdam również ja.
-To może być w przyszłości kłopotliwe.
-Postaram się to jakoś rozwiązać. Pamiętaj, że jutro wyruszasz to Wioski Piasku.
-Wczoraj wróciłem, a jutro już muszę znowu ruszać?
-Musisz. Nie możesz pozostawać w jednym miejscu.
-No dobra. Tylko teraz muszę coś jeszcze zjeść.
-Ehh zaraz pójdę kupić coś na wynos.
-No Naruto z nieba mi spadłeś- powiedział Itachi śmiejąc się i idąc znowu spać- Jak wrócisz to mnie obudź.
-Dobra!- blondyn wstał i wyszedł z mieszkania.

-Co on sobie myśli wyzywając moją dziewczynę od dziwek!- Sasuke wręcz biegł w stronę mieszkania Naruto. Gdy już stał pod drzwiami, nawet nie zapukał tylko od razy wszedł do mieszkania. Usłyszał, że ktoś jest w sypialni więc tam się udał.
-Naruto! Jak w ogóle śmiałeś...- Sasuke po wejściu do pokoju zobaczył swojego brata.
-Ty! - jednak nie mógł dokończyć bo Itachi po prostu zniknął.
-Co tu się do cholery dzieje!

Naruto spokojnie szedł w stronę domu obładowany torbami z jedzeniem. Było już dosyć późno więc panowała przyjemna dla uszu cisza, którą przerwał krzyk obywający się jak ocenił blondyn z jego mieszkania.
-Cholera. To nie może wróżyć nic dobrego- chłopak zostawił zakupy na ziemi i pomknął pod dachach pobliskich budynków do źródła krzyku. Jednak gdyby wiedział co stanie się jak tam dotrze, wolałby w ogóle tam nie iść.




Rozdział pojawił się trochę z opóźnieniem za co przepraszam. Zobaczycie jakieś błędy to napiszcie, ja popracuje żeby następnym razem w ogóle się nie pojawiły. Liczę na jakieś rady. Next tym razem mam nadzieję, że szybciej :)

czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział 4

Przyjaciele na niby 

Nowy dzień właśnie wstał nad Wioską Ukrytą Wśród Liści. Nie wszyscy jednak przywitali go chętnie. Dużo ludzi, przeważnie płci męskiej z leniwymi ruchami szukali jakiejkolwiek aspiryny w ich domach. Świętowanie nie zawsze wychodzi na dobre. Tym bardziej świętowanie z dużą ilością Sake. Jednak były takie osoby, które nie zmrużyły oka tej nocy. Jedną z nich był Tsuande, która od wczoraj nawet nie wyszła ze swojego gabinetu. Czerwone od płaczu oczy, zapadnięte policzki i porozrzucane po całym pokoju różnie przedmioty, głównie butelki po sake. Wszyscy bali się tam wejść. Jak jej przyszywany wnuk mógł zrobić coś takiego? Nadal nie mogła uwierzyć, że to w ogóle możliwe. Tsunade popatrzyła na zegarek. Była już 9 rano.
-Jak ten czas szybko leci.- nagle kobieta usłyszała, że ktoś puka do drzwi.- co było to było. Trzeba myśleć o teraźniejszości, a nie o przeszłości.
-Wejść- drzwi otworzyły się, a w nich stał Sasuke.
-Dzień dobry Tsuande-sama.
-Witaj chłopcze. Czego chcesz?
-Chciałbym porozmawiać o Naruto.
Sasuke wiedział, że stąpa po cienkim lodzie, ale musiał zaryzykować. W razie czego może uciec jak najszybciej z gabinetu.
-A o czym dokładnie?- Tsunade ledwo opanowała drżenie rąk. Była jednocześnie wściekła, ale i smutna.
-A więc powiem krótko. Powinnaś go wyrzucić z Wioski. Bądź co bądź, jest oprawcą jednego z sanninów Konohy. Stwarza zagrożenie dla mieszkańców. Zresztą widziałaś jego wczorajsze przedstawienie? Nie wiemy do czego jest zdolny!
-Nie mogę tego zrobić! Mimo jego czynów do nadal pojemnik Kyuubiego. Mam go wrzucić w ręce Akatsuki?
-Według raportów ANBU akcje Akatsuki ostatnio niemal się zatrzymały. Nie wykonują żadnych ruchów. Może sami się pozabijali!
-Mimo wszystko to zbyt duże ryzyko!
Drzwi do pokoju nagle znów się otworzyły, a wparował przez nie nie kto inny, a Naruto.
-Witam.- powiedział blondyn i od razu podszedł do Hokage nawet nie patrząc na Sasuke.
-Musisz to podpisać Tsunade-sama.
-Co to jest?
-Jako, że prawnie nie jestem w żadnej z drużyn to ty musisz podpisać zgodę na udział w egzaminie.
-Naruto usiądź. Wiesz, że biorą w nim udział dzieci. Jeśli coś im się stanie to...
-Nie jestem głupi Tsuande, żeby zabijać jakieś dzieciaki.
-Ale jesteś na tyle głupi ranić Hokage idioto!- krzyknął czarnowłosy.
-Uchiha. Pamiętaj żeby nie powiedzieć o kilka słów za dużo bo może się tak zdarzyć, że w ogóle nie będziesz mógł mówić- odpowiedział mu ze stoickim spokojem blondyn.
Mimo swojej potęgi, po plecach Sasuke przeszedł dreszcz.
-Spokój!- krzyknęła Hokage.-Uchiha wyjazd, a ty Uzumaki siadaj!
Sasuke spiorunował wzrokiem blondyna i wyszedł z gabinetu. Naruto zaś, usiadł w fotelu i zaczął przyglądać się Hokage.
-A teraz chciałbym z tobą porozmawiać w cztery oczy.
-Czego chcesz?
-Hmm jakby to powiedzieć, chce przeprowadzić pewną operację. Mogłabyś wezwać Kakashiego?
-Co ty planujesz Naruto?

15 minut później w gabinecie Hokage


Pukanie przerwało panująca w gabinecie ciszę.
-Wejść- w drzwiach nie stał kto inny jak Hatake Kakashi.
-Jestem, Tsunade-sama.
-Siadaj Kakashi. Naruto ma do ciebie sprawę.
-No więc Kakashi-sensei chciałbym porozmawiać o twoim Sharinganie.
-A o czym tu mówić?
-Opanowałeś już formę Mangekyo Sharingan prawda? Jak swoimi własnymi rękami zabiłeś niejaką Rin Nohare. Naprawdę ciekawa historia. Jednak ktoś przyglądał się całemu zajściu, które zresztą nie za bardzo mu się spodobało.
Kakashi lekko się zdenerwował. Zastanawiał się skąd chłopak wie o wszystkim. Jednak ciekawość wygrała.
-Tak to prawda. Mam jednak dwa pytania. Skąd to wszystko wiesz? Oraz kim był ten kto to widział?
-No więc wiem to wszystko ponieważ opowiedział mi o tym Madara Uchiha.
-Madara nie żyje Naruto! Zginął w pojedynku z moim dziadkiem.
-Więc mogę jedynie powiedzieć, że teraz nie żyje na pewno, a wraz z nim jego podopieczny. Teraz odpowiem na drugie pytanie Kakashiego. Osobą która wszytko widziała był Obito Uchiha, który również już nie żyje.
Kakashi nie mógł uwierzyć w to co słyszał. Niemożliwe żeby Obito żył. Jednak patrząc na blondyna wiedział, że on nie kłamał.
-Przed śmiercią Obito powiedział, że tobie to się bardziej przyda, Kakashi-sensei.- Tu Naruto wstał, złożył jedną pieczęć, a na stole w kłebach dymu pojawiła się duża fiolka z wypełniona dziwnym niebieskawym płynem. Jeszcze dziwniejsze niż płyn była gałka oczna, która była w nim zanurzona. Oko zamiast zwykłej soczewki przeważnie brązowej lub niebieskiej miała ją czerwoną. A zamiast normalnej źrenicy, oko miało coś na kształt okręgu z trzema czarnymi łezkami.
-Czy to jest to o czym myślę?
-Tak, to jest sharingan Obito Uchihy. Drugi już masz Kakashi. To jest twój wybór sensei.
-Naruto, czyli to ty go zabiłeś?
-Musiałem. To on kierował Akatsuki.
-Czyli chcesz powiedzieć, że zabiłeś przywódcę Akatsuki?!- krzyknęła Tsunade.
-Nie Hokage-sama. Zabiłem całe Akatsuki. No więc Tsunade podpiszesz to?
-Więc twierdzisz, że zabiłeś całe Akatsuki?!
-Tak, ale czy możesz to podpisać?
-Jesteś niemożliwy Naruto.- Tsunade ze zmęczeniem spadła na fotel i podpisała dokument .
-No więc ja się już pożegnam. Pamiętaj sensei, że on chciałby żebyś miał to oko.- rzucił Naruto i wyszedł pośpiesznie do domu.


Bar Tengo


Bar Tengo. Pyszne jedzenie, dobra cena, przyjemna atmosfera. Jedne z wielu zalet tego lokalu dzięki którym uważano go za najlepszy w całej Wiosce. Przy jednym z licznie rozstawionych stołów siedziała słynna jedenastka z Konohy. Rozmawiali między sobą. Głownie o sprawach mniej ważnych. Jedynie Sasuke siedział z kamienną miną i do nikogo się nie odzywał. Sakura siedząca obok niego wiedziała, że nie ma po co się pytać o co mu chodzi. I tak by jej nic nie powiedział. Mimo wszystko ona go kochała, a on ją. Po powrocie do Wioski Sasuke, wiele osób wręcz znienawidziło Sakury. A wszystko dlatego, że stała się strasznie wrażliwa jeśli chodzi o rozmowy na temat jej ukochanego. Przez to nawet pokłóciła się z Ino oraz Ten Ten. Na początku nikt nie wierzył, że Sasuke się zmienił na dobre. Ale Sakura od razu pobiegła do niego z płaczem i wyznała mu miłość. Później gdy Uchiha robił wszytko żeby pokazać się w jak najlepszym świetle ta puszyła się jak paw. Jednak mimo tego, że Sasuke okazał się przyjazny dla Wioski i wszyscy się o tym przekonali Ino oraz Ten Ten nie pogodziły się z Sakurą. Tyle kłopotów o jedną osobę.

Naruto spokojnie szedł w stronę baru Tengo. Dopiero w świetle dnia zobaczył jak Konoha się zmieniła. Wiele budynków wzniosło się wysoko ponad inne. Kolorowe parki, po których spacerowali ludzie. Młodzi absolwenci biegali po dachach budynków śpiesząc się na place treningowe aby jak najlepiej przygotować się do egzaminu na chunina. Decydował on o ich randze. Ehh kompletna strata czasu. Ale musi dostać lepszą rangę. Cholerne prawo. Gdyby mógł zrezygnowałby z bycia shinobi.
Blondyn zatrzymał się przed drzwiami do baru. Otworzył je. Od razu przywitały go gwary i śmiechy dochodzące z wewnątrz. Zobaczył stolik z jego towarzyszami z Akademii. Spokojnie podszedł i usiadł koło Hinaty oraz Sakury co niezbyt spodobało się Sasuke. Z momentem zajęcia swojego miejsca przez Naruto wszelkie rozmowy ucichły.
-Cześć- rzucił blondyn patrząc na każdego z osobna.- no więc jak chcecie się czegoś dowiedzieć to pytajcie
-No więc Naruto, ty naprawdę zabiłeś...
-Tak- blondyn nawet nie dał możliwości dokończenia zdania Kibie.
Przez kilka minut nikt się nie odzywał.
-Ehh widzę, że nie za bardzo chce wam się rozmawiać co?- rzucił Naruto
 Sasuke wstał, wyją katanę i wymierzył ją w blondyna.
-Jak możemy rozmawiać z mordercą?! Poza tym jesteś demonem! Ciesz się, że jeszcze żyjesz! Jesteś na naszej łasce, rozumiesz to?! - wszyscy zaczęli przyglądać się Sasuke z wyraźnym zdziwieniem jednak na słowa o demonie wzrok wszystkich padł na blondyna, który jak gdyby nigdy nic jadł spokojnie udon jakby nie zdając sobie sprawy, że tuż przed jego głową wisi ostrze Uchihy. Naruto skończył swoje danie i wstał żeby spojrzeć prosto w oczy Sasuke.
-Jesteś głupi Sasuke. Jeśli wiesz, że jestem demonem, to powiedziała ci o tym Hokage. Powierzyła ci tajemnice a ty ją wygadałeś? Brawo dla najlepszego jonina w Wiosce.- Sasuke skrzywił się i już miał coś powiedzieć blondynowi gdy ten dotknął czubkiem palca końcówki katany, która zaczęła się topić.
-Następnym  razem nie radzę ci w jakikolwiek sposób grozić mi. Nie zrób takiego samego błędu jak twój starszy braciszek.- powiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy i wyszedł z baru.
Sasuke z dziwnym wyrazem na twarzy, również wybiegł z lokalu i prawdopodobnie pobiegł do Hokage. Ci co zostali w barze mieli różne myśli, które głownie krążyły wokół Naruto jako demona. Niektórzy nawet nie wiedzieli o jakiego demona chodzi. O tym, że Naruto był jinchuriki wiedział jedynie Shikamaru oraz Sasuke.
-Ehh Naruto stał się jeszcze bardziej kłopotliwy niż kiedyś. Ja się zbieram, a wy róbcie co chcecie.
Z całej jedenastki została ósemka. Hinata nie wiedziała co ma rozumieć przez to, że blondyn jest demonem. Pomyślała, że najlepszym rozwiązaniem będzie zapytanie się o to Naruto.
-Ja już też pójdę- powiedziała Hinata i wyszła z baru.
Kiba stał lekko zdezorientowany i wpatrywał się w ścianę.
-Cy ktoś mógłby mi powiedzieć o co tu w ogóle chodzi?- jednak powiedział to do siebie ponieważ nie było już tutaj nikogo z jego przyjaciół.

Hinata biegła jedną z ulic Wioski Liścia. Według relacji przechodni jakiś blond włosy chłopak szedł tędy w stronę cmentarza. Hinata powoli dobiegała do, jak się domyślała celu Naruto. W końcu zobaczyła przed sobą blondyna właśnie przechodzącego przez bramę cmentarną.
-Hejj! Naruto!
Blondyn odwrócił się i zobaczył biegnącą Hinate.
-Myślałam, że cię nie dogonię- wysapała stojąca przed nim dziewczyna
-Czego chcesz Hinata?
-Chciałabym porozmawiać.
-A o czym jeśli mogę wiedzieć?
-O tym co powiedział Sasuke.
-A czego tu nie rozumiesz?
-Noo może tego dlaczego nazwał cie demonem?
-No więc zaraz po urodzeniu zapieczętowano we mnie Kyuubiego. I głównie dlatego Sasuke nazwał mnie demonem. Dotychczas tylko nieliczni o tym wiedzieli.
Hinata nie wiedziała co powiedzieć. Nie spodziewała, że w Naruto może być demon. Mimo wszystko nie bała się go.
-Może i masz w sobie demona, ale nadal jesteś Uzumaki Naruto.
-Proszę, proszę. Jednak nie tylko ja się zmieniłem- powiedział blondyn z trochę szyderczym uśmiechem na ustach.
Hinata lekko zarumieniła się, ale wytrzymała spojrzenie blondyna. Właśnie dotarli pod pomnik bohaterów Wioski. Gy Naruto oglądał pomnik, dziewczyna przyjrzała się otaczającej ją scenerii. Nigdy nie bywała tutaj. Na cmentarz przychodziła tylko na grób matki, który znajdował się kompletnie gdzie indziej. Jednak Hinata nie wiedziała, że ktoś się ukrywa tuż za pobliskim drzewem. 
-Więc w końcu się pokazałeś Kabuto- krzyknął blondyn, a zakapturzona postać wystąpiła zza pnia starego dębu.
-Jak na klan Uzumakich przystało, Naruto-kun.
Hinata kojarzyła postać stojąca przed nią. Już miała pytać się o tego Kabuto blondyna gdy nagle Naruto staną za nią, rzucił tylko krótkie ,,przepraszam,, i uderzył ją w potylice, a ta runęła na ziemie.
Szaro włosy jedynie uśmiechnął się.
-Ten czas niedługo nadejdzie Naruto-kun. Już niedługo się zacznie. Dzień, w którym to znowu się zdarzy- Kabuto uśmiechnął się i znikną w kłębach dymu.
Naruto przez chwilę stał w miejscu myśląc o nadchodzącym wydarzeniu, o którym powiedział mu Kabuto. Mam nadzieje, że zdążę wszystko załatwić na czas. Jak nie zdążę to raczej ciężko będzie odbudować tą Wioskę. Dopiero teraz spojrzał na leżąca Hinate. Pomyślał o całym spotkaniu w barze Tengo. Nikt z nich nawet nie zamienił z nim słowa o normalnych tematach, oprócz niej.
-A ty, z tych całych moim ,,przyjaciół,, jesteś najgorsza, Hinato Hyuuga.
Zarzucił sobie, dość brutalnie dziewczynę na bark i udał się w kierunku rezydencji Klanu Hyuuga.



Komentujcie, krytykujcie, dawajcie swoje pomysły. Liczę na was :) Kolejny rozdział sam nie wiem kiedy, ale na pewno szybciej niż ten.